środa, 20 maja 2015

Recenzje filmowe - Wątpliwość (11)

Wcześniej ukazały się recenzje filmów: Gran Torino (1), Bogowie (2), Chłopiec na rowerze (3), Pokłosie(4), Grzechy ojca (5), Operacja Argo (6), Bóg nie umarł (7), Jestem (8), Ida (9), Dwa dni, jedna noc (10)

Dziś: Wątpliwość – John Patrick Shanley/2008/USA

Drzwi szeroko zamknięte?

Ten film po prostu nie mógł być zły. Role główne kreowali w nim Meryl Streep i Philip Seymour Hoffman (niestety nieżyjący już od ponad roku), więc film nie mógł być zły. Film nie mógł być zły i z innego powodu. Jakiego? Zasiał… wątpliwość. Mój profesor od matematyki zawsze powtarzał, że najgorsze ze wszystkiego to nie mieć wątpliwości. To prawda, ale ta maksyma będzie jednak działać tylko do momentu wejścia do kin filmu „Wątpliwość”. Potem już nie. Zatem dobre są te dzieła, które problem rozwiązują, ale też te, które z pozornie poprawnych relacji wyłuskują właśnie wątpliwości, rzucają na szale prawd niedomówienia, nie precyzują ich, nie szukają odpowiedzi i unikają ukazywania jednowymiarowych bohaterów.
Akcja filmu dzieje się w Nowym Jorku w latach 60. minionego stulecia. Nie jest to bez znaczenia, bo jeszcze wtedy problem pedofilii nie był aż tak nagłaśniany, ani tak dokładnie rozpoznawalny. W szkole, którą twardą ręką zawiaduje siostra zakonna (Streep odtwarza tę rolę tak, jakby całe życie była siostrą zakonną, z wszystkimi wadami i zaletami tego stanu), uczy się czarnoskóry chłopiec. Jedyny w tej szkole. Jednym z nauczycieli jest ksiądz, który oprócz nauki religii, uczy młodych chłopców gry w koszykówkę, a w wolnych chwilach udziela rad wszelakich. Na przykład podpowiada, jak ładnie i skutecznie zaprosić dziewczynę do tańca. Że niby ksiądz nie może tego wiedzieć? Bzdura.
Któryś z krytyków filmowych napisał, że siostra przełożona jest starą, złośliwą babą, a ksiądz poczciwym, dobrodusznym katechetą. To nieprawda, która akurat w tym przypadku nie budzi wątpliwości. Siostra przełożona może i jest stara, ale jest też doświadczona przez życie, czuje się odpowiedzialna za dobro szkoły i swoich podopiecznych, a ten stan rzeczy nie może ulegać chwilowym kaprysom lub nadmiernej wyrozumiałości, na którą zwykły śmiertelnik może sobie pozwolić, ale dyrektor szkoły już nie. Wadą siostry przełożonej jest to, że… wątpi. A wątpliwości daleko posunięte potrafią zburzyć ład, a nawet mogą otrzeć się o społeczną herezję.
A Ksiądz? Och, ten urokliwy Hoffman. Kiedy już się zorientował w poczynaniach siostry przełożonej, zadbał o to, by nie być łatwym łupem, by dyrektorka nigdy nie zaznała pewności. Dlatego rozpoczął z nią grę. Pojedynek słowny tych dwojga to majstersztyk scenarzysty, reżysera i oczywiście samych aktorów. Oglądanie ich w tej bitwie to przyjemność godna smakowania najwspanialszych delicji. Ojciec Flynn jeśli ostatecznie okazał się niewinny to i tak zostawił (ku zmartwieniu siostry) malutkie poletko wątpliwości: czy aby na pewno niewinny? A jeśli okazał się winny, to też zostawił poletko wątpliwości: czy aby na pewno winny? Nie wiem. Hoffman zresztą potrafił trzymać widza w niepewności co do intencji bohaterów przez siebie odtwarzanych prawie zawsze. Tak było w „Mistrzu”, to samo odnotowujemy w „Capote”. W filmie „Wątpliwość” też nic nie jest oczywiste.
Fantastycznie emocjonalne napięcie, niepokój, zwątpienia i próby uporządkowania faktów i zamiarów obrazują wirujące, a często filmowane… liście. Bo liście raz leżą tu, w porywie wiatru nagle odlatują, potem wirują, wreszcie spadają niespodziewanie to na chodnik, to wpadają do klasy lub wdzierają się na szkolne podwórze. To one nam, widzom, uzmysławiają, jak łatwo jest wzniecić burze, jak łatwo zasiać zamęt, pogubić się w jakimś odwiecznym porządku. Bo wątpliwość, choć czasami twórcza, potrafi także cofnąć myślenie do ciemnogrodu, do czarownic palonych na stosie. Od wątpliwości tylko maleńki krok do podejrzliwości, a potem już tylko do zła.
Reasumując: siostra przełożona i ksiądz Flynn mogą i mają - za sugestią reżysera - budzić nasze wątpliwości, czyli zupełnie inaczej niż matka chłopca, o którego toczył się cały ten bój. To ona wypowiedziała znamienne zdanie: „Nie wiem, po czyjej stronie jest siostra, ale ja jestem po stronie tych, którzy chcą dobra mojego syna. Będzie siostra wśród nich?” Nie objaśniam tych słów, bo chcę zaprosić Was do obejrzenia filmu. Ale ja też jestem po stronie matki. Dlatego jestem po stronie księdza, który otworzył drzwi, by wpuścić w te prawie więzienne mury szkolne nieco liberalizmu. Uważam, że tych drzwi wcale nie otworzył za szeroko.

                                                                                                          Małgorzata Ciupińska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz