środa, 3 czerwca 2015

Recenzje filmowe - Gabriel (12)

Wcześniej ukazały się recenzje filmów: Gran Torino (1), Bogowie (2), Chłopiec na rowerze (3), Pokłosie (4), Grzechy ojca (5), Operacja Argo (6), Bóg nie umarł (7), Jestem (8), Ida (9), Dwa dni, jedna noc (10), Wątpliwość (11)

Dziś:
Gabriel – Polska, 2014 
reż. Mikołaj Haremski
wyst. Jan Rotowski, Natan Czyżewski, Zbigniew Zamachowski,
          Paweł Królikowski, Sławomir Orzechowski

Średnie strefy stanów średnich

Nie ostrzę pióra. W końcu oglądam film „jedynie” przygodowy. Dla dzieci i młodzieży. Oglądam bajkę, w której dzieją się rzeczy dziwne, czasem zabawne, choć przeważnie kosztem logiki. Wymagający widzowie, szukający spójności w scenariuszu, realności ponad wszystko, gry ponad przeciętność, głębi psychologicznej i efektów specjalnych rodem z kuźni samego George`a Lucasa, zróbcie sobie przerwę, idźcie do kuchni i zaparzcie kawę lub herbatę i zostańcie tam przez najbliższe półtorej godziny.
Tomek, dwunastolatek, po tragicznych przejściach, jakich doznała jego rodzina, został opuszczony przez ojca i mieszka jedynie z dziadkami. Jak długo można tak żyć? Jak długo można dorastać bez rodzica, podczas gdy uczucia domagają się jego bliskości? Okazuje się, że do dwunastego roku życia. Bohater więc decyduje się na odszukanie ojca i poznanie przyczyn, dla których ten ostatni nie chciał być razem z nim. Oczywiście, jak to w filmie przygodowym z domieszką humoru bywa, na drodze swych poszukiwań Tomek zastaje trochę sensacji, wplątuje się w aferę kryminalną nieudolnie prowadzoną przez dwóch opryszków, ociera o pierwsze oznaki dziewczęcej sympatii.
Ryzyko tego filmu polega na tym, że zupełnie nie wiemy, czy młodzież wychowana na krwawych komputerowych jatkach, kupi te świętokrzyskie klimaty, całkiem niegroźne krzyżtoporskie ruiny, kluczenie między mrocznymi (bez przesady jednak) zakamarkami, czy przyjmie całość za dobrą monetę i z daleko posuniętą wyrozumiałością powie: „No, dobrze, przecież czasem też trzeba obejrzeć jakąś ckliwą bajkę, bo może potem da się ją jednak przerobić np. na „Rambo 138 i pół?”. Ironizuję nieco, ale tylko troszkę, bo Tomkiem, jego problemem i determinacją przejmuję się, a w przypadku Gabrysia czuję, że ten tajemniczy Ktoś zafunduje na koniec całkiem sensowną puentę.
Dziewczynka, jak to dziewczynka - dzierlatka, natomiast przestępcy są pożałowania godni (bo tacy mają właśnie być w reżyserskim zamyśle), śmieszni, pechowi, a szczególnie ten, któremu brak intelektu podpowiada stale głupie i nonsensowne pomysły do realizacji. Gra aktorów w tym spektaklu nie ma rumieńców, a przecież tylko Gabryś ich nie powinien mieć z racji swego… ale o tym szaaaa - ten smaczek będzie na koniec filmu. Tomka usprawiedliwiam; jest w trakcie poszukiwań, jest bardzo przejęty, dlatego może nie być po mistrzowsku żywiołowy i po mistrzowsku efektowny, ale zawodowi aktorzy też nie porywają, jakby mówili sobie, że grają „tylko” na potrzeby bajki, więc wyżyny aktorskie zostawiają na inną okazję. Po prawdzie to i sam scenariusz nie wymaga od nich „szekspirowskiego” podejścia. Nie ostrzę więc pióra, bo w końcu coś mnie jednak w tym filmie rozśmieszyło, całkiem przyjemnie oglądało mi się sielskie pejzaże, Tomasz Sapryk zniewalał mnie swoją gapowatością i niekończącym się optymizmem, a mały Gabryś zyskał u mnie punkty, bo do końca utrzymał swą tajemnicę.
Rozumiem, że takie filmy też muszą być: ciepłe, nieskomplikowane w odbiorze, choć przedstawiające jednostkowy problem bardzo wielkiej wagi. Ja zrobiłam sobie herbatę, ale wróciłam z kuchni do pokoju. Było miło, choć entuzjazm, z jakim na pewno reżyser kręcił ten film, nie był zaraźliwy.
                                                                                                                                                                                                                                               Małgorzata Ciupińska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz